15 października 2014

Cukiereczki #1 - Golden Rose Velvet Matte!

Witajcie Kochani!

Długo mnie nie było, przyznaję. Po raz kolejny sprawdza się bowiem zasada, że gdy człowiek ma mnóstwo obowiązków, staje się wówczas bardziej zorganizowany, a gdy liczba tych obowiązków drastycznie spada - bardziej rozleniwiony... 
Dziś post o produkcie, który jest dla mnie absolutnym odkryciem września! Piszę "dla mnie", ponieważ o tym kosmetyku już od jakiegoś czasu jest głośno w blogosferze. Mowa oczywiście o matowych pomadkach Velvet Matte z Golden Rose!




Miłość do matowych pomadek zaczęła się u mnie stosunkowo niedawno, bo w sierpniu. Wówczas w mojej kosmetyczce zamieszkała pomadka Rouge Edition Velvet z Bourjois, o której możecie poczytać tutaj. Pisałam tam o odcieniu 06 Ping Pong, jednak nie czekałam długo, by zoaptrzyć się w kolejny odcień - 05 Ole flamingo. Cóż, minusem tych pomadek jest niewątpliwie wysoka cena i mała gama kolorystyczna, dlatego też rozpoczęłam poszukiwania substytutu. W małej osiedlowej drogerii natknęłam się na Velvet Matte od Golden Rose i szybko wybrałam jeden z 20 kolorów. Zaskoczona jakością, następnego dnia również odwiedziłam tę drogerię i tak oto dzisiaj jestem posiadaczką czterech odcieni :)


Plusów tych pomadek jest mnóstwo - począwszy od niskiej ceny (ja kupiłam w promocji za 8,90zł, sugerowana cena to 10,90zł), poprzez trwałość (może nie powala na kolana, ale za tę cenę 6h na ustach to całkiem dobry wynik), aksamitne wykończenie, delikatną formułę (plus za łatwą i przyjemną aplikację!), niesamowitą pigmentację, idealną konsystencję (pomadka nie jest ani zbyt twarda, ani zbyt miękka, dzięki czemu delikatnie "sunie" po ustach nie topiąc się przy tym), a skończywszy na dość dużej gamie kolorystycznej (od klasycznych nudziaków po intensywne bordo). 


Niestety, mimo ogromnej liczby plusów, pomadka ma także kilka mocnych minusów - przede wszystkim niesamowicie wysusza usta. Nie oszukujmy się, jest to cecha każdej matowej pomadki. Jednak w przypadku Velvet Matte mamy dodatek substancji nawilżających, a także witaminy E, przez co efekt ten nie powinien być aż tak intensywny. Niestety wieczorem moje usta są ekstremalnie suche, spierzchnięte oraz pięką. Bez Carmexu ani rusz! Kolejnym minusem jest opakowanie - brak jest charakterystytcznego kliknięcia, upewniającego nas o tym, że pomadka została dobrze zamknięta, przez co często mam wrażenie, że produkt otworzy mi się w torebce. Dodatkowo ścierające się napisy... Jak sami możecie zobaczyć na zdjęciach, opakowanie pierwszej pomadki już ich prawie nie ma. Na niekorzyść przemawia tutaj także fakt, że pomadka nierównomiernie schodzi z ust - zaczyna zjadać się od strony wewnętrznej, więc na końcu zostajemy wyłącznie z obrysowanymi konturami ust - nie wygląda to najładniej... No i niestety, pomadka zbiera się w kącikach... Przejdę teraz do prezentacji kolorów, które posiadam w swych zbiorach :)


Jako pierwsza pomadka w odcieniu 04. Jest to kolor bardzo intensywnego różu. Mam bardzo bladą cerę, a ten odcień zdaje się być na jej tle neonowy. Przepiękny, żywy kolor, chyba naładniejszy z całej czwóki, choć ja nie do końca jestem przekonana czy odpowiedni dla mnie... Zdecydowanie wyjątkowy, nie spotakałam się bowiem jeszcze z takim odcieniem.



Kolejna pomadka to odcień 06. Skusiłam się na niego, ponieważ szukałam pomadki w kolorze pomarańczowej czerwieni. Na swatchach w Internecie tak też wyglądał, ale u siebie ciężko mi dostrzec tę pomarańcz. Niemniej jednak jest to przepiękny żywy i soczysty kolor, ale dość pospolity.


Niewątpliwie przy aplikacji ciemniejszych kolorów niezbędne są konturówki.


Następna pomadka jest w odcieniu 11. Och, ten kolor chyba pasuje do mnie najbardziej, jest to alternatywa czerwieni na ustach dla zimnych typów urody, czyli zdecydowanie dla mojej! Przepiękny wybijający kolor. Mocno różowy, wpadający w malinę. Po prostu genialny!




Ostatni to odcień 20, całkiem nie dla mnie. Kolor baaaardzo ciemny, niestety sprawia, że moje usta wydają się jeszcze węższe niż są w rzeczywistości. Kolor przyrównałabym do oberżyny, jest idealny na trwającą właśnie jesień. Cudo, niestety totalnie nie dla mnie. Ten odcień aż się prosi o użycie konturówki :)





To by było na tyle, moi Drodzy! Dajcie mi koniecznie znać czy również jesteście w posiadaniu tych pomadek i jak je oceniacie. A może znacie inne, równie trwałe i tanie, pomadki o matowym wykończeniu? Napiszcie mi, a z chęcią wypróbuję! Na dziś już koniec, pozdrawiam Was serdecznie :)


Buziaki,


Aga!


24 komentarze:

  1. jeszcze nie mam, ale już wiem gdzie udam się w najbliższych dniach! do Maczka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak Ty się uchowałaś bez tych pomadek?! :)

      Usuń
  2. 6 i 20 wyglądają cudownie :) Muszę ich poszukać u siebie.Obecnie mam 14 i 18 i bardzo je lubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja myślę, że skuszę się jeszcze na pare odcieni, na chwilę obecną chodzi za mną 13stka :)

      Usuń
  3. Pokochałam mat na ustach już jakiś czas temu, ale pierwszą pomadkę z tej serii GR kupiłam dopiero kilka tygodni temu! Był to cudny róż o numerku 11, który pozostawił mnie pełną pragnienia posiadania większej ilości tych cudeniek... :D Na swojej liście do kupienia mam właśnie numerek 4, bardzo mnie zachęciły zdjęcia w internecie :) O ciemnych kolorach marze, ale niestety zupełnie do mnie nie pasują... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak do mnie :( Skusiłam się na to bordo, bo cena niewielka, ale nie jestem przekonana. Koniecznie biegnij po 04, nie pożałujesz!

      Usuń
  4. lubię te pomadki, u mnie nie wysuszają :) właściwie to dzięki nim się przekonałam do matu, bo np. matowe z Rimmela mi strasznie "ściągały" usta, a te przyjemnie się nosi :) ale fakt ścierają się nierównomiernie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz :) Ja najbardziej zachwalam sobie maty z Bourjois - wysuszają, ale w niewielkim stopniu.

      Usuń
  5. uwielbiam te pomadki, cena niewielka, mimo to na ustach trzymaja sie dosc dlugo :) mam 17, ale planuje rowniez kupic 13. Wiecej postow o tego typu pomadkach, uwielbiam je czytac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      ja również celuję w jakiś róż, zobaczymy na jakim numerku się skończy :)

      Usuń
  6. Mam 4 i 6. Oprocz tego 4 inne kolorki i jestem nawet zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a który z nich jeszcze polecasz? Bo w tym tygodniu znów idę do tej drogerii, hihi ;)

      Usuń
  7. Pierwsze dwie pomadki są zdecydowanie w moim stylu, przepiękne!:)
    http://polinska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Druga od prawej, a trzecia od lewej- najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, to zdecydowanie moje dwie ulubione :)

      Usuń
  9. uwielbiam te szminki z GR zakochałam się w nich od pierwszego użycia.. moja kolekcja to już 12 kolorów ale mam nadzieję że zbiorę wszystkie :)))
    zapraszam na post u mnie na temat tych szminek, dużo fotek zamieściłam, różnych kolorów:)

    http://akinaa1.blogspot.com/2014/09/haul-z-golden-rose-recenzja-velvete.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szalona! Chociaż ja pewnie też uzbieram jeszcze kilka numerków :)

      Usuń
  10. O dłuższego czasu, zastanawiam się nad ich zakupem; w tym sezonie matowe pomadki zawładnęły moim sercem, ostatnia ma śliczny kolor!

    http://weemini.blogspot.com/ - ZAPRASZAM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim sercem także!
      Faktycznie, ostatnia jest boska i ubolewam, że średnio mi pasuje... :(

      Usuń
  11. O kurde ale wspaniałe kolory <3 Musze je miec ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdzie można je kupić\?:) odp u mnie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno można je dostać na wyspach Golden Rose w dużych galeriach handlowych, ale także w małych osiedlowych drogeriach ;)

      Usuń
  13. Mam 08, 11 i 14 i uwielbiam je :)
    Zostaję na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń